Polecane Strony:

pronumerica.pl - biuro rachunkowe ursynów
ideeko.pl - torby reklamowe
rolmasz-zary.pl - klucze oczkowe
travelglob.pl - wycieczki do egiptu
colonpack.pl - oczyszczanie jelit
Zapraszamy.
A A A

STO DWADZIEŚCIA DNI SODOMY, CZYLI SZKOŁA LIBERTYNIZMU - Tom VII

 

 


Donatien Alphonse de Sade


STO DWADZIEŚCIA DNI SODOMY, CZYLI SZKOŁA LIBERTYNIZMU

 

 

Nie było to dla mnie tak przykre - powiedziała Duclos. - Chodziło tylko o włożenie odpowiedniej rękawicy, wzięcie przez nią rozgrzanego na patelni żwiru i natarcie nim mężczyzny od karku po pięty. Jego ciało było tak ogromnie zahartowane w tych ćwiczeniach, że wydawało się z rzemienia. Gdy dochodziło się do członka, należało go wziąć w rękę i brandzlować w garści rozgrzanego piasku; stanął mu bardzo szybko; wówczas drugą ręką umieściłam pod jądrami przygotowaną w tym celu rozpaloną szuflę. To nacieranie, to pochłaniające ciepło, które przeżerało mu jądra, być może też kilkakrotne dotykanie mych pośladków, które podczas operacji stale musiałam mu pokazywać, wszystko to go podniecało i spuścił się, starannie rozlewając spermę na rozpaloną szuflę i przyglądając się z przyjemnością, jak się smaży.
- Curval - powiedział książę. - Oto człowiek, który, jak mi się wydaje, nie bardziej niż ty kocha ludzkość.
- Na to mi wygląda - rzekł Curval. - Nie ukrywam, że podoba mi się pomysł palenia spermy.
- Och! Dobrze znam wszystkie pomysły, jakie ci ona podsuwa - rzekł książę. - Gdyby zaczęła kiełkować, usmażyłbyś je z taką samą przyjemnością, prawda?
- Słowo daję, obawiam się, że tak - odparł Curval, robiąc coś Adelajdzie, co sprawiło, że wydała gromki okrzyk. - A dlaczego ty, dziwko - spytał swą córkę - tak się drzesz?... Nie słyszysz, że książę mówi mi o smażeniu, dręczeniu, karceniu rozwiniętej spermy, a czymże jesteś, pytam, jeśli nie odrobiną rozkwitłej spermy, która wypłynęła z mych jaj? Dalej, Duclos, mów -dodał - czuję bowiem, że łzy tej łajdaczki doprowadzą mnie do wytrysku, a nie chcę.
Jesteśmy oto - powiedziała narratorka - przy szczegółach, które, mając cechy bardziej pikantnej osobliwości, być może bardziej się wam spodobają. Wiecie, że w Paryżu jest zwyczaj wystawiania zmarłych u drzwi domu. Był w towarzystwie mężczyzna, który płacił mi dwanaście franków za każde z tych żałobnych przygotowań, na które mogłam go wieczorem zaprowadzić. Cała jego rozkosz polegała na tym, by wraz ze mną podejść jak najbliżej trumny, a ja miałam go brandzlować i skierować spermę na trumnę. W ten sposób obchodziliśmy wieczorem trzy lub cztery domy, zależnie od tego, ile ich znalazłam, i przy wszystkich dokonywaliśmy tego samego zabiegu, a on, gdy go brandzlowałam, dotykał tylko mego tyłka. Mężczyzna ten miał około trzydziestu lat, a moim klientem był przez ponad dziesięć lat, podczas których, jestem pewna, rozlałam jego spermę na ponad dwa tysiące trumien.
- Czy mówił coś podczas operacji? - spytał książę. - Czy kierował jakieś słowa do ciebie lub do zmarłych?
- Zmarłego obrzucał inwektywami - odparła Duclos. - Mówił doń: „Masz, łajdaku! Masz, szelmo! Masz, zbrodniarzu! Zabierz moją spermę ze sobą do piekła!
- Oto szczególna mania - stwierdził Curval.
- Przyjacielu - powiedział książę - bądź pewien, że ten mężczyzna jest jednym z nas i z pewnością nie ograniczał się tylko do tego.
- Masz rację, Wasza Wysokość - powiedziała Martaine. - Będę miała okazję ponownego przedstawienia wam tego aktora na scenie.
Duclos, korzystając z milczenia, podjęła w ten sposób:
Inny, znacznie dalej posuwając się w nieco podobnej fantazji, pragnął, bym miała na wsi szpiegów, którzy uprzedzą każdorazowo, gdy na jakimś cmentarzu będą grzebać młodą dziewczynę, zmarłą na niegroźną chorobę (to właśnie najbardziej mi polecał). Gdy jakąś znajdowałam, zawsze mnie sowicie opłacał, udawaliśmy się tam wieczorem, gdy to było możliwe, wchodziliśmy na cmentarz i, kierując się od razu do wskazanego przez szpiega grobu ze świeżo wzruszoną ziemią, oboje szybko zgarnialiśmy rękami wszystko, co przykrywało zwłoki. Gdy mógł już ich dotknąć, brandzlowałam go nad nimi, a on, jeśli mógł, całe je obmacywał, zwłaszcza pośladki. Niekiedy stawał mu po raz drugi, wówczas srał i mnie nakazywał to samo, i spuszczał się na zwłoki, obmacując zawsze wszystkie części ciała, których mógł sięgnąć.
- Och! Znam to - rzekł Curval. - I jeśli mogę tutaj coś wyznać, robiłem to kilka razy w życiu. To prawda, że dodawałem kilka szczegółów, o których nie pora jeszcze mówić. W każdym razie, zawsze mi stawał. Rozsuń uda, Adelajdo...
Nie wiem, co się stało, ale kanapa złożyła się pod ciężarem, dały się słyszeć wyraźne odgłosy orgazmu i sądzę, że całkiem zwyczajnie i bardzo zacnie pan prezydent dopuścił się kazirodztwa.
- Prezydencie - powiedział książę. - Zakładam się, że wyobraziłeś sobie, iż ona jest martwa?
- Tak, to prawda - odparł Curval. - W przeciwnym razie bym się nie spuścił.
A Duclos widząc, że zapadło milczenie, w ten sposób zakończyła wieczór:
Ażeby nie pozostawić was, panowie, z tak pogrzebowymi myślami, chcę zamknąć wieczór opowieścią o namiętności księcia du Bonnefort. Ten młody pan, którego zabawiałam pięć lub sześć razy i który, w tym samym celu, widywał często jedną z mych przyjaciółek, wymagał, by kobieta uzbrojona w god-misz brandzłowała się naga na jego oczach, i z przodu, i z tyłu, bez przerwy przez trzy godziny. Znajduje się tam zegar, który odmierza czas i jeśli porzuca

się zajęcie przed upływem trzech godzin, mężczyzna nie płaci. Siedzi on na wprost was, obserwuje, obraca na wszystkie strony, zachęca do omdlewania z rozkoszy, a jeśli uniesieni skutkami działań, naprawdę tracicie przytomność z rozkoszy, z pewnością przyspieszycie jego rozkosz. W przeciwnym razie, dokładnie w chwili, gdy zegar wybije trzecią godzinę, on zbliża się i spuszcza wam na nos.
- Słowo daję - rzekł biskup - nie rozumiem, Duclos, dlaczego wolałaś nas pozostawić przy tym, a nie przy poprzednich wyobrażeniach. Były one czymś bardzo pikantnym i bardzo nas podnieciły, ta zaś namiętność, niczym woda różana, którą zakończyłaś wieczór, niczego nie pozostawia w naszych umysłach.
- Ona ma rację - powiedziała siedząca obok Durceta Julia. - Jeśli chodzi o mnie, dziękuję jej za to, pozwoliła nam bowiem ze spokojem udać się na spoczynek, gdyż nie będą nam chodzić po głowie te obrzydliwe pomysły, którym przed chwilą madame Duclos położyła kres.
- Ach! Jesteś w błędzie, piękna Julio! - rzekł Durcet. - Ja bowiem, gdy nowy pomysł mnie nudzi, przypominam sobie poprzedni. Bądź tak miła i chodź ze mną, a przekonam cię o tym.
I Durcet rzucił się do gabinetu wraz z Zofią i Michettą, by spuścić się, nie wiem jak, ale z pewnością w sposób nie odpowiadający Zofii, gdyż wydała ona przerażający okrzyk i wróciła czerwona niczym grzebień koguta.
- Och - powiedział książę. - Widzę, że nie chciałeś jej wziąć za zmarłą, skoro kazałeś jej dać tak wyraźne oznaki życia!
- Krzyknęła ze strachu - wyjaśnił Durcet. - Spytaj ją, co jej zrobiłem, ale nakaż odpowiedzieć szeptem.
Zofia podeszła do księcia i powiedziała.
- Ach! - krzyknął ten głośno. - Nie było powodu ani do krzyku, ani do wytrysku.
Ponieważ zadzwoniono na kolację, libertyni odłożyli rozmowy i przyjemności, i przeszli rozkoszować się przyjemnościami stołu. Orgie upłynęły dość spokojnie i wszyscy cnotliwie udali się na spoczynek, nikt nie wyglądał nawet na upojonego, co zdarzało się niezwykle rzadko.
DZIEŃ DWUDZIESTY SIÓDMY
Od rana rozpoczęły się

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 ... 49 Następna »